Dzień dziesiąty – 27 maja.

Dzisiaj pobudka była już o 6.45, ponieważ czekała nas całodniowa wycieczka do Trójmiasta. Poranne porządki, śniadanie o 7.30 i zaraz potem wyjazd. Autobus był pod domem punktualnie, „wpakowaliśmy” się do środka i pojechaliśmy do Jasnego Brzegu po drugą szkołę. Niektórzy z nas bardzo się cieszyli, że nie jedziemy sami. Hurra! Na pytanie pań, dlaczego nam tak wesoło, odpowiedzieliśmy, że są tam fajni chłopcy i fajne dziewczyny. Cóż zrobić.. amor strzela ze swojego łuku i nie wiadomo kogo nagle trafi. Na samym początku odwiedziliśmy Gdynię, potem Sopot i na końcu Gdańsk. W Gdyni zobaczyliśmy Sea Towers (wielki budynek, składający się z dwóch wież – jego całkowita wysokość to prawie 142 m), niszczyciel ORP „Błyskawica” oraz zwiedziliśmy żaglowiec „Dar Pomorza” a także mieliśmy okazję pospacerować po skwerze Kościuszki. Następnie była przerwa na toaletę, czas na zakup pamiątek i ruszyliśmy dalej. Kolejny przystanek Sopot. A tam… zobaczyliśmy Krzywy Domek, słynne na całą Polskę molo (mające ok. pół kilometra) a także Grand Hotel (chłopcy byli zachwyceni autami stojącymi na parkingu hotelowym: porsche, lamborghini, ferrari i bmw – same „wypasione fury” – dało się słyszeć. Potem udaliśmy się do Gdańska. Chodząc po Starym Mieście mieliśmy okazję przekonać się skąd wzięła się jego nazwa. Faktycznie pełno tam starych, zabytkowych budynków, drogi też nie wyglądały na nowe. Nasz pan przewodnik opowiadał bardzo ciekawe rzeczy, dowiedzieliśmy się od niego o istnieniu „panienki z okienka” – to postać ubrana na biało, pojawiająca się od czasu do czasu w oknie przy ulicy Długiej. Widzieliśmy też średniowieczne mury obronne (a raczej ich fragmenty, które zachowały się do dzisiaj. Bardzo podobał nam się spacer ulicą Mariacką, droga prowadziła wzdłuż rzeki Motławy aż do kościoła Mariackiego. Na rzece pływało wiele statków wycieczkowych, machaliśmy do ludzi a oni do nas – świetna zabawa. Na końcu ulicy doszliśmy do olbrzymiej konstrukcji – to żuraw – powiedział pan przewodnik – najstarszy zachowany dźwig portowy w Europie, budowano go tylko dwa lata. Potem szybki rzut oka na Wielką Zbrojownię i Złotą Bramę oraz przywitanie ze słynnym rzymskim bogiem Neptunem. Tak naprawdę nie jest to sam posąg lecz fontanna. Pan przewodnik powiedział, że według legendy, kto po raz pierwszy przyjedzie do Gdańska musi pocałować Neptuna w… cztery litery.  Wymęczeni wycieczkami po Trójmieście wróciliśmy do ośrodka na obiadokolację.  Dzień zakończyliśmy bajką – „Iniemamocni”. Potem zostało tylko mycie i łóżeczko.